Rowerowe inspiracje, Ahlbeck

Posted by in Bez kategorii

Rowerowe inspiracje, Ahlbeck.


Czwartek, 24 lipca 2014 roku zapowiadał się bardzo dobrze: nie było już tak silnych upałów, które męczyły i spokojnie można było ruszać w trasę.

Zaplanowałem sobie spokojną 100 kilometrową trasę na Zachód od Międzywodzia. Największą atrakcją miał być około 50 kilometrowy odcinek u naszych zachodnich sąsiadów – Niemców.

Międzywodzie – Międzyzdroje (ok.30km).


Z domu wyruszyłem około 11. Po dość solidnym śniadaniu i na zupełnym luzie. Pierwszy odcinek, do Międzyzdrojów, jest genialny – trasa przez las, dwie małe miejscowości (Kołczewo i Wisełka) i kilka ciekawych podjazdów i zjazdów.

Na jednym ze zjazdów udało mi się osiągnąć rekord prędkości trasy – 45km/h.

 

 

 

droga102 Międzyzdroje
Same Międzyzdroje nigdy nie robiły na mnie wrażenia – miejscowość jakich tysiące a z rowerowego punktu widzenia męka przy jeździe przez centrum ze względu na liczbę ludzi i samochodów.

W Międzyzdrojach zameldowałem się po niespełna godzinie jazdy, minąłem szybko nie robiąc ani jednego zdjęcia.

 

Międzyzdroje – Świnoujście.


Podczas przygotowywania trasy wujek google przedstawił mi alternatywną trasę do ekspresówki S3 –drogę przez las.

las

 

Droga okazała się prawdziwym wyzwaniem: dla opon, nadgarstków i mojej silnej woli.

Najgorsze były piaszczyste odcinki gdzie moje 28” koła z oponami 700x40C ryły w piasku i za  nic nie dało się pedałować.

Jedyną zaletą tej trasy było odkrycie podziemnego miasta – kompleksu budynków zbudowanych pod ziemią na wypadek atomowej wojny.

Tak wygląda wejście do podziemnego miasta – poleca sam Wołoszański:

 

podziemne miasto

 

 

 

Świnoujście przywitało mnie ogromną budową słynnego gazoportu. Inwestycja robi ogromne wrażenie a zdjęcia robione komórką nijak nie oddają rozmachu inwestycji.

Jednak wystarczy spojrzeć na samą suwnicę na jednym ze zbiorników i już można wyobrazić sobie ogrom tego przedsięwzięcia.

budowa gazoportu

 

gazoport rura

 

 

 

Po około 20 minutach byłem już na przeprawie promowej gdzie spotkałem takie oto cudo w całości wykonane z carbonu.

Holender przejechał praktycznie całe wybrzeże Bałtyku – przez Niemcy, Polskę i dalej na wschód. Wyprawa trwała już ponad dwa tygodnie, teraz wracał do Holandii. We wnętrzu miał normalne pedały, hamulce i biegi w przerobionej kierownicy oraz kilka usprawnień – uchwyt do telefonu, ładowarkę, etc.

bobslej rowerowy

Oprócz “rowerowego bobsleja” odkryłem również pasażera na gapę:

 

slimak rower

 

Przeprawa przez Świnę i samo miasto przebiegła bardzo sprawnie i po prawie 2 godzinach jazdy mogłem zameldować się na granicy polsko – niemieckiej.

 

granica Świnoujscie

Rower stoi jeszcze po tej właściwej stronie:)

 

 

Dalsze etap mijał w Niemczech: postanowiłem, że pojadę wzdłuż linii brzegowej 30km i wrócę. W ten sposób zaliczyłem 3 miejscowości: Ahlbeck, Seebad i Bansin.

Niemieckie miejscowości są naprawdę bardzo fajne: oko cieszy ład i porządek, samochody na drodze mijają rowerzystów szerokim łukiem, ścieżek jest mnóstwo i w większości nie są robione z kostki brukowej, ale z asfaltu.

 

Tak wyglądają niemieckie domy:


willa w Niemczech

 

 

niemieckie domy

 a tak niemieckie pociągi (ten kursuje do Świnoujścia):

 

pociag

 

 i na koniec niemieckie plaże:


(wszędzie zakazy i kosze do leżenia):

 

plaza

 i niemiecki jarmark:


jarmark

 

Jako ukoronowanie zagranicznej wycieczki – obowiązkowe piwo.

piwko w Ahlbecku

Niestety spośród chyba 10 dostępnych z nalewaka trafiłem na chyba najgorszy lager. Smakował jak rozwodniony Harnaś.

Powrót minął spokojnie – na granicy miałem już prawie 100km.

 

granica Ahlbeck

 

 

To co zwróciło moją uwagę:

  • Ordnung, Ordnung i jeszcze raz Ordnung i przede wszystkim czystość. Pomimo chmary ludzi nie widziałem nigdzie wyrzuconych papierów czy śmieci.
  • Przestrzeganie prawa.Niemcy mają bardzo dużo znaków fahrrad coś tam, coś tam czyli proszę zejść z roweru. Znaki te stawiane są głównie w miejscach gdzie jest skrzyżowanie ścieżki rowerowej ze ścieżką dla pieszych. I co się dzieje? Wszyscy jak jeden mąż zsiadają z roweru i prowadzą go przez odpowiedni odcinek. Denerwowało mnie to przeokrutnie, ale wchodząc między wrony kracz jak one. Jednak za 5 razem, gdy widziałem taki znak w środku lasu (sic!) pojechałem normalnie czując na sobie pogardliwy wzrok Niemców prowadzących rowery.
  • Brak bankomatów. Nie kupowałem Euro w Polsce i później bardzo żałowałem. Przez dobre pół godziny szukałem bankomatu – nie było go ani w pobliżu marketów ani w części nadmorskiej. Jedyny jaki znalazłem znajdował się na uboczu. Próbowałem się dostać do ichniejszej Sparkasse, ale nie ma w nich bankomatu.

 

 Endomondo.

Jeszcze na koniec podsumowanie z Endomondo.

endomondo