O głazie kołyską zwanym

Posted by in Bez kategorii

O głazie kołyską zwanym.

Nadchodził wieczór. Ostatnie promienie słońca kładły się złotą łuską na falach Binowskiego Jeziora i złociły pnie starych drzew. Cisza panowała w Bukowej Kniei. Nagle z pomroki boru dobył się tętent koni, skrzyp kół i trwożne bzyki. Niebawem po leśnej drodze przemknęła podróżna kolasa, tłoczona garstką wystraszonych sług. Za nimi narastały coraz bardziej hałas i krzyki pogoni. To banda rozbójników gnała śladem podróżnych.

W kolasie półżywa ze strachu siedziała kasztelanowa, która z daleka jechała z chorym synkiem do cudownego źródła w Binowie. Nie bacząc na przestrogi, jechała wieczorem przez Knieję Bukową, by jeszcze przed nocą dobić do Binowa. Banda rozbójników zbliżała się z każdą chwilą.

knieja bukowa pokoje Międzywodzie

Strwożeni słudzy, zupełnie potraciwszy głowy, miast bronić swej pani, rozpierzchli się po lesie. Kasztelanowa puszczona przez wszystkich, wyskoczyła co żywo z kolasy i z dzieckiem na ręku rzuciła się w mrok boru.

A był to już czas najwyższy, minęły dwa pacierze, gdy spoza zakrętu drogi wypadł rój czartych postaci, które z wrzaskiem rzuciły się na porzuconą kolasę.

Jeden  z  rozbójników  dostrzegł uciekającą niewiastę,  zeskoczył konia i puścił się do lasu w pogoń. Liczył na to, że kobieta swe najcenniejsze rzeczy, pieniądze i klejnoty, unosi ze sobą, więc jego łup będzie najbogatszy.

Nieszczęsna matka, słysząc przyśpieszone kroki i łamanie gałęzi, dobywała resztek sił, aby ocalić życie dziecka. Uciekała dalej i dalej w gąszcz, raniąc nogi o ciernie krzaków, rozrywając szaty o wystające sęki. Gałęzie chłostały ją po rozpalonej twarzy, pokaleczone ręce mdlały od ciężaru dziecka. Lecz strach dodawał sił. Brnęła więc dalej przez chaszcze i kluczyła po ostępach, aż w końcu rozbójnik zgubił jej ślad i złorzecząc zawrócił. Gdy ucichły odgłosy pogoni, kobieta bez ducha upadła przy wielkim głazie, który zagrodził jej drogę.

 

 

głaz kołyska

 

Ale niedługo trwało miłosierne omdlenie, dziecko żałosnym kwileniem zaczęło dopominać się jedzenia, a rany krwawiły i piekły boleśnie. Nieszczęśliwa matka, opuszczona przez wszystkich, sama jedna wśród nocy w strasznej puszczy, oparła głowę o głaz i zapłakała gorzko. Wtedy zimny głaz wzruszył się wielką niedolą ludzką i zmiękł jak wosk. Na jego powierzchni powstało obszerne wgłębienie, które kobieta wymościła mchem i ułożyła jak w kołysce synka, sama zaś legła obok. Rano przybyła pomoc.

Do dziś dnia w Kniei Bukowej, niedaleko Binowa, leży ogromny głaz z wgłębieniem. Ludzie nazywają go Kołyską.

Monika Wiśniewska

 

jezioro binowskie