Jak rycerz bartłomiej z dębogóry wypędził Brandenburczyków

Posted by in Bez kategorii

Jak rycerz Bartłomiej z Dębogóry wypędził Brandenburczyków.

Było to blisko pięćset lat temu. Pomorze Zachodnie toczyło wówczas ciężkie boje z Brandenburczykami, którzy chcieli zagarnąć Szczecin i w ten sposób uzyskać dostęp do Bałtyku.

pokoje międzywodziePolska pomagała książętom zachodniopomorskim w ich walce, ale warunki polityczne nie układały się pomyślnie dla władców panujących na ziemiach nad Bałtykiem i Dolną Odrą.

Pomorze Zachodnie było politycznie rozbite. W Szczecinie rządził książę Otton III, który zmarł mając zaledwie dwadzieścia lat.

Nie pozostawił on następców, toteż Brandenburczycy postanowili wykorzystać tę okazję i zagarnąć miasto.

Ale drobna szlachta i lud pomorski udaremnili im ten zamiar. Władzę w Szczecinie objęli słowiańscy książęta pobliskiej Wołogoszczy — Warcisław i Eryk.

Lud Szczecina złożył im hołd poddańczy, wierząc, iż będą dobrze rządzili Ziemią Pomorską. Lecz Brandenburczycy nie dali za wygraną i podstępnie opanowali Gardziec, miasto nad Odrą, uważane za klucz do Szczecina. Podeszli nawet pod sam Szczecin, by go również zająć podstępem, ale czujność ludu szczecińskiego nie dopuściła do tego. Żona księcia Eryka, Zofia, która miała wielki wpływ na Kazimierza Jagiellończyka — ubiegała się w Polsce o pomoc. Polska udaremniła Brandenburczykom zajęcie Szczecina. Wojna jednak   wciąż wisiała na włosku.

Pomorzanie przede wszystkim myśleli o tym, by Brandenburczykom odebrać Gardziec.

Ale dowódca brandenburski, Werner Schulen-burg, pilnie strzegł bram miasta.

I dopiero przypadek przyszedł Pomorzanom z pomocą.

MiędzywodzieKomendantowi Gardźca, Wernerowi Schulenburgowi, urodził się syn. Ojciec postanowił urządzić huczne chrzciny z zabawą i tańcami. Na ucztę zaprosił wielu gości z bliskiej i dalszej okolicy. Przybywali znajomi z wszystkich stron, a każdy konno, razem ze sługami i taborem. Zabawa zapowiadała się doskonale. Bito woły i barany, przygotowywano beczki z winem i piwem.

Również i koniom trzeba było przygotować większą ilość obroku, ale w mieście zabrakło owsa.

Schulenburg polecił swoim ekonomom poczynienie większych zapasów owsa. Obrok postanowiono nabyć w pobliskiej wsi, położonej po wschodniej stronie Odry, u rycerza Bartłomieja w Dębogórze. Tam też pchnięto posłańca z zamówieniem.

Bartłomiej chętnie się zgodził na dostawę i obiecał, iż obrok dostarczy w poniedziałek wczesnym rankiem.

Posłaniec zgodził się na termin Bartłomieja i wrócił do Gardźca. Bartłomiej natomiast, który był wiernym sługą książąt pomorskich, zawiadomił o całej wyprawie Szczecin i zaproponował wykorzystanie tej okazji w celu zdobycia Gardźca. W krótkim czasie ułożono wspólny plan i przystąpiono do jego realizacji.

Bartłomiej załadował na wozy ludzi z okolicy i przykrył ich workami z otrębami i owsem. Na kozłach usiedli również młodzi, zdolni do walki. Jeszcze w nocy wyprawa ruszyła w kierunku Gardźca. Droga wiodła najpierw brzegiem Odry, a następnie przez dwa koryta rzeki i Międzyodrze.

Łącznie do Gardźca trzeba było przebyć kilka mil.

Międzywodzie wczasyTymczasem w Gardźcu trwała uczta. Bawili się wszyscy: szlachetnie urodzeni goście, żołnierze, mieszczanie i słudzy. A po zabawie i tańcach posnęli wraz z całą załogą miasta. Gdy wozy rycerza Bartłomieja dotarły do pierwszej strażnicy brandenburskiej, trudno się było dobudzić mocno śpiących żołnierzy. Wreszcie knechci ocknęli się i wpuścili wozy z obrokiem za rzekę ku zwodzonemu mostowi. Ten niestety był właśnie w naprawie. Ale Bartłomiej uprosił cieśli, by szybko ułożyli deski, po których można by wjechać do miasta. Suty napiwek sprawił, że po chwili deski były na miejscu i wozy wjechały w bramę miejską.

W tym samym czasie od Szczecina w kierunku Gardźca płynęły barki z uzbrojonymi szczecińskimi rzemieślnikami, a drogą lądową posuwały się wojska pomorskie. Gdy tylko wozy wjechały przez otwartą bramę do miasta, natychmiast z barek wybiegli szczecinianie i opanowali wejścia do grodu. Szybko dążyli oni do innych bram miejskich i na zamek, by opanować najważniejsze punkty Gardźca i tym samym uniemożliwić obronę Brandenburczykom.

Brandenburczycy za późno zorientowali się w sytuacji.

Piwo i wino jeszcze im mocno szumiało w głowach i z trudem zdawali sobie sprawę z wszystkiego, co się działo, wiedzieli jednak, że Pomorzanie są w mieście i że trzeba się bronić. Werner Schulenburg zebrał najbliższych sobie żołnierzy i zamknął się w jednej z bram miejskich.

Również na zamku broniła się znaczna część załogi. Samo miasto zostało jednak opanowane.

Międzywodzie wczasy turkuspokojeZawiadomiono o wydarzeniach księcia Warcisława, który szybko zjechał do Gardźca i przyjął od mieszczan przysięgę wierności. Pod zamkiem trwały jeszcze walki przez kilka dni, a Werner Schulenburg bronił się nawet około dwóch tygodni. Ale wreszcie musiał się poddać, ponieważ zabrakło żywności, a pomoc brandenburska, na którą tak Liczył, nie nadchodziła.

Gardziec znalazł się ponownie w rękach Pomorzan. Zdobycie tego grodu było pięknym dowodem wierności ludu pomorskiego dla słowiańskich książąt.

W Dębogórze, na środku wsi, wznosi się do dziś renesansowy kościół, zbudowany w 1731 roku. Świątynię otaczają wieńcem stare wiązy, rosnące na przykościelnym cmentarzu.

Największe z drzew nazwano wiązem rycerza Bartłomieja. Ponoć na tym miejscu, gdzie zbudowano kościół, Bartłomiej układał z towarzyszami plany zdobycia Gardźca i zorganizował wyprawę.

Tyle mówi historia i dawne podanie o wiosce noszącej nazwę Dębogóra. Kiedyś podobno rosła tu na wzniesieniu knieja dębowa, a wśród niej wznosił się dwór rycerza Bartłomieja. I dlatego osadę zwano Dębogórą. Niestety, po dworze i dąbrowie nie zostało śladu.

Źródło: Czesław Piskorski